Hiszpania
133 km
Pobudka o 6:00, śniadanie i wyjazd o 7:05. Śpieszy nam się, bo dziś chcemy dotrzeć do Santiago de Compostela. Na sam początek dnia mamy ostry podjazd pod górę na wysokość 540 m npm. Wszyscy jesteśmy mokrzy, bo mży, a potem pojawia się mgła. Zakładam kamizelkę odblaskową i zapalamy lampki rowerowe, bo widoczność we mgle jest minimalna. W Vilalbie robimy odpoczynek pod dachem i jemy drugie śniadanie. Zaraz za miastem Staszek łapie gumę w przednim kole. To dopiero pierwszy flak na całej wyprawie! W Guitiriz robimy zakupy i niedaleko za miastem zatrzymujemy się na parkingu przy drodze, by zjeść ciepły obiad z puszki. Jest bardzo zimno. Chyba tylko 15 stopni! Na skrzyżowaniu drogi N-VI i N-634 widzimy pierwszy drogowskaz na Santiago. Dalej jedziemy szybkim tempem, wiedząc, że już coraz bliżej do celu. Koło A Barciela robimy ostatni postój i pędzimy na nocleg. Na koniec jeszcze jeden podjazd, jeszcze jeden szalony zjazd z prędkością ponad 50 km/h i o 19:00 docieramy na przedmieścia Santiago. Wjeżdżamy na główny szlak prowadzący ze wschodu. Mimo, że już jest późno, spotykamy jeszcze pojedynczych pieszych wędrowców. Zgodnie z planem nocujemy w centrum młodzieżowym Monte do Gozo. Spotykamy tam głównie Polaków, ale są też pielgrzymi z innych krajów. Jemy kolację i dzień kończymy Mszą św., do której dołącza się jeszcze kilka osób. Jutro rowery idą w odstawkę, a my planujemy udajeć się do grobu św. Jakuba i spędzić cały dzień w Santiago de Compostela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz