Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 października 2011

Szczegółowa relacja

Zapraszam do lektury szczegółowej relacji z wyprawy Camino Grande autorstwa Michała:
    Francja: 
Dzień 1. i 2.       Dzień 3.      Dzień 4.      Dzień 5.      Dzień 6.      Dzień 7. i 8.
Dzień 9.             Dzień 10.    Dzień 11.    Dzień 12.    Dzień 13.    Dzień 14.

     Hiszpania:
Dzień 15.          Dzień 16.     Dzień 17.     Dzień 18.     Dzień 19.   
Dzień 20.          Dzień 21.     Dzień 22.     Dzień 23.

    Portugalia:
Dzień 24.         Dzień 25.      Dzień 26.     Dzień 27.      Dzień 28.       Dzień 29. i 30.

czwartek, 29 września 2011

Dzień 3: Sigmaringen - Ronchamp

Niemcy, Francja
95 km

Wstajemy o 6:00 i szybko zwijamy dzikie obozowisko, żeby nas nikt nie nakrył. O 7:29 wyjeżdżamy pociągiem do Neustadt w Szwardzwaldzie. Za oknem podziwiamy przepiękne widoki. Trasa kolejowa wije się między górskimi zboczami. We Freiburgu jemy wczesny obiad w Macu i jeszcze jednym niemieckim pociągiem jedziemy do Neuenburga. Wreszcie zaczyna się prawdziwa wyprawa. Jesteśmy już przemęczeni długą podróżą pociągiem i częstym przesiadkami.

Przekraczamy Ren i wjeżdżamy do Francji. Na początku jest płasko i pędzimy z wiatrem jak szaleni w gorących promieniach słońca. Za Mulhouse zaczynają się podjazdy. Robimy dłuższy odpoczynek z posiłkiem na gorąco na leśnym parkingu przy drodze. W Belfort chcemy zrobić zakupy, ale w niedzielę w laickiej Francji wszystkie sklepy są pozamykane. Mamy dobre tempo i dzięki temu mamy nadzieję dotrzeć wcześnie do Ronchamp, gdzie jest planowany nocleg. 10 kilometrów przed miasteczkiem musimy zrobić przerwę, bo Grzegorz odczuwa silny ból w kolanie. Czyżby odnowiła mu się majowa kontuzja? Na polanie w lesie odprawiam Mszę św. i odpoczywamy dłuższy czas. Ból kolana łagodnieje, więc możemy jechać dalej. Podjazd do kaplicy w Ronchamp jest tak stromy, że musimy wpychać rowery pod górę. Przy kaplicy trwa właśnie impreza chóru z Freiburga, który chwilę wcześniej skończył koncert. Jesteśmy bardzo głodni i spragnieni, więc z wdzięcznością przyjmujemy zaproszenie na kolację. Opowiadamy o naszej wyprawie, śpiewamy piosenki przy akompaniamencie ukulele i wypytujemy o możliwość noclegu. Przy kaplicy nie ma za bardzo miejsca, ale kapelan zaprasza nas do miasteczka. Zjeżdżamy z szaloną prędkością (70 km/h) i nocujemy w starym domku koło plebani. Najważniejsze, że jest prysznic i możemy się odświeżyć po ciężkim pierwszym dniu jazdy. Z kolanem Grześka nie jest tak źle, jak się wydawało kilka godzin wcześniej.

Ten dzień był pierwszym sprawdzianem naszych możliwości. Ocena jest pozytywna. Wszyscy dają radę jechać, rowery są sprawne, humory dopisują. Jest to pierwszy wyjazd w tym składzie, ale widać, że nie potrzebujemy specjalnie "docierać się". Póki co jesteśmy jednomyślni i wszystko wskazuje na to, że dojedziemy do celu bez większych konfliktów.


Trasa rowerowa 1157259 - powered by Bikemap 

Dzień 1 i 2: Zakopane - Sigmaringen

Polska, Niemcy
42 km

Po wielu miesiącach planowania i przygotowania nadszedł wreszcie dzień wyjazdu. A właściwie wszystko zaczęło się w przeddzień, kiedy to po Mszy św. wieczornej miało miejsce lekko uroczyste błogosławieństwo na drogę. Natalia, znajoma podróżniczka rowerowa która przybyła pożegnać się z nami, namówiła mnie, żeby zabrać na drogę gitarkę ukulele. Do końca bowiem wahałem się, czy obciążać się tym małym instrumentem. Ukulele w końcu pojechało z nami i to był dobry wybór.

1 lipca wyprawa zaczęła się od najtrudniejszego odcinka. Trzeba było wstać o 3:00 w nocy i w strugach deszczu dojechać na zakopiański dworzec PKP. Nikt nie zaspał, co nawet nie dziwi, gdyż Staszek i Zbyszek w ogóle się nie kładli spać, bo w nocy się pakowali. Na pierwszym zakręcie zdarza się pierwsza awaria - Staszek zaczepił pedałem o błotnik i wygiął go nieznacznie. Takie są uroki jazdy nowiutkim rowerem.

Z Zakopanego jedziemy kilkoma pociągami do Zgorzelca (na granicy niemieckiej). Na dworcu w Krakowie zauważam, że zeszło mi powietrze z tylnego koła. Ciekawe, czy to dziura w dętce, czy nie dokręcony wentyl. Po ponownym napompowaniu okazuje się, że to drugie. Szkoda tylko wysokiego ciśnienia w kole, którego nie uda się uzyskać ręczną pompką.

Jedziemy przez Polskę według planu, przesiadając się sprawnie do kolejnych pociągów i docieramy po południu do Zgorzelca. Robimy ostatnie w Polsce zakupy i idziemy na Mszę św. do pobliskiego kościoła. Po Mszy znajdujemy kawałek podłogi w świetlicy parafialnej i tam szykujemy się do spania. Wieczorem dołącza do nas Iwona i od tej pory będziemy już podróżować w pięcioosobowym komplecie.

Drugiego dnia po Mszy św. porannej jemy szybkie śniadanie, opuszczamy gościnną parafię i ruszamy w drogę na stację kolejową w Görlitz. Przed odjazdem pociągu trochę zwiedzamy miasto. Na dworcu kupujemy bilet weekendowy. Razem z opłatą za rower wychodzi 12,30 Euro na osobę. Za taką cenę przejedziemy siedmioma pociągami regionalnymi całe Niemcy. Niestety nie wszystko udaje się zgodnie z planem. W szóstym pociągu z Ulm do Neustadt nasza dobra passa kolejowa kończy się. W Mengen skład długo stoi na stacji, po czym okazuje się, że jest awaria i trzeba przesiąść się do autobusu. Oczywiście autobus okazuje się wystarczający dla wszystkich pasażerów oprócz naszej piątki z rowerami. Miejscowy miły pan tłumaczy nam, że trzeba przejechać tylko dwie stacje do Sigmaringen i stamtąd będzie jechał kolejny pociąg. Ponieważ jest to tylko kilkanaście kilometrów, decydujemy się przejechać rowerami. Niestety po dojechaniu do Sigmaringen okazuje się, że ostatni pociąg już odjechał i musimy zostać na noc. Po długich poszukiwaniach miejsca na nocleg w końcu decydujemy się biwakować na dziko na odludziu, w dzielnicy przemysłowej. Jest już ciemno i mamy nadzieję, że nikt nas nie widział i nikt się nie będzie nas czepiał. Ja śpię pod gołym niebem, reszta rozbija namioty. Jest chłodno, ale nie marznę w nocy. Szkoda tylko, że stracimy w ten sposób pół dnia i później trzeba to będzie nadrabiać.