Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camino del Norte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camino del Norte. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 października 2011

Szczegółowa relacja

Zapraszam do lektury szczegółowej relacji z wyprawy Camino Grande autorstwa Michała:
    Francja: 
Dzień 1. i 2.       Dzień 3.      Dzień 4.      Dzień 5.      Dzień 6.      Dzień 7. i 8.
Dzień 9.             Dzień 10.    Dzień 11.    Dzień 12.    Dzień 13.    Dzień 14.

     Hiszpania:
Dzień 15.          Dzień 16.     Dzień 17.     Dzień 18.     Dzień 19.   
Dzień 20.          Dzień 21.     Dzień 22.     Dzień 23.

    Portugalia:
Dzień 24.         Dzień 25.      Dzień 26.     Dzień 27.      Dzień 28.       Dzień 29. i 30.

piątek, 7 października 2011

Dzień 22.: Santiago de Compostela

Hiszpania

Dziś jest dzień bez rowerów. Spędzamy go w Santiago de Compostela. O 12:00 jesteśmy na Mszy dla pielgrzymów i mamy szczęście być okadzeni przez gigantyczną kadzielnicę botafumeiro, używaną jedynie w czasie ważniejszych i bardziej uroczystych nabożeństw. Po Mszy zwiedzamy miasto i wszystkie zabytki. Staszek z Iwoną zostają do późnego wieczora, co kończy się małym zabłądzeniem przed Monte do Gozo.
Reszta grupy wraca wcześniej, po południu, by zrobić pranie i troszkę zająć się swoimi rowerami. Wieczór spędzamy w miłym towarzystwie Polaków i Czechów.

środa, 5 października 2011

Dzień 21.: Mondoñedo - Monte do Gozo

Hiszpania
133 km

Pobudka o 6:00, śniadanie i wyjazd o 7:05. Śpieszy nam się, bo dziś chcemy dotrzeć do Santiago de Compostela. Na sam początek dnia mamy ostry podjazd pod górę na wysokość 540 m npm. Wszyscy jesteśmy mokrzy, bo mży, a potem pojawia się mgła. Zakładam kamizelkę odblaskową i zapalamy lampki rowerowe, bo widoczność we mgle jest minimalna. W Vilalbie robimy odpoczynek pod dachem i jemy drugie śniadanie. Zaraz za miastem Staszek łapie gumę w przednim kole. To dopiero pierwszy flak na całej wyprawie! W Guitiriz robimy zakupy i niedaleko za miastem zatrzymujemy się na parkingu przy drodze, by zjeść ciepły obiad z puszki. Jest bardzo zimno. Chyba tylko 15 stopni! Na skrzyżowaniu drogi N-VI i N-634 widzimy pierwszy drogowskaz na Santiago. Dalej jedziemy szybkim tempem, wiedząc, że już coraz bliżej do celu. Koło A Barciela robimy ostatni postój i pędzimy na nocleg. Na koniec jeszcze jeden podjazd, jeszcze jeden szalony zjazd z prędkością ponad 50 km/h i o 19:00 docieramy na przedmieścia Santiago. Wjeżdżamy na główny szlak prowadzący ze wschodu. Mimo, że już jest późno, spotykamy jeszcze pojedynczych pieszych wędrowców. Zgodnie z planem nocujemy w centrum młodzieżowym Monte do Gozo. Spotykamy tam głównie Polaków, ale są też pielgrzymi z innych krajów. Jemy kolację i dzień kończymy Mszą św., do której dołącza się jeszcze kilka osób. Jutro rowery idą w odstawkę, a my planujemy udajeć się do grobu św. Jakuba i spędzić cały dzień w Santiago de Compostela.


Trasa rowerowa 1253114 - powered by Bikemap 

Dzień 20.: Soto de Luiña - Mondoñedo

Hiszpania
137 km

Rekordowy dzień pod względem sumy podjazdów - prawie 2000 m. Kilka minut po wyjeździe przypominam sobie, że w albuerge zostawiłem w kontakcie ładowarkę z bateriami do GPSa. Na szczęście trzeba się wracać tylko ze 2 km, ale szkoda tych metrów podjechanych pod górę. A górek tego dnia czeka nas sporo. Pierwszy odcinek to kręta droga o profilu grzebienia. Pierwsza część dnia przebiega tradycyjnie - postój na drugie śniadanie na przystanku autobusowym koło Valdes, potem zakupy i obiad w La Caridad. Po południu zatrzymujemy się jeszcze na długo wyczekiwaną kąpiel w oceanie na plaży w Tapia de Casarego. To właściwie akt desperacko-symboliczny, niż orzeźwienie dla zmęczonych ciał, bo woda jest bardzo zimna i oprócz nas nikt inny się nie kąpie. To jest niestety ostatnia okazja do morskiej kąpieli, bo za chwilę skręcamy na południe i oddalamy się od oceanu. Za Vegadeo zaczynają się porządne góry. Z poziomu morza wjeżdżamy stromo na 440 m, by za chwilę zjechać do miasteczka Lourenzá. Oglądamy stary kościół i zastanawiamy się nad dalszą jazdą. Mamy do wyboru nocleg w Mondoñedo albo w wiosce kilkanaście kilometrów dalej, lecz na wysokiej górze. Ponieważ się ściemnia, wybieramy Mondoñedo. Najpierw szukamy schroniska. Mili miejscowi kierują nas na posterunek policji lokalnej. Posterunek jest zamknięty, ale kolejny miły pan dzwoni do policjanta, który za chwilę przybywa. Okazuje się, że w albuerge nie ma już miejsc. Na szczęście mamy namioty. Policjant kieruje nas na ustronne miejsce, gdzie między drzewami możemy się rozbić. Jest nawet kran z wodą. Znowu bardzo przydaje się znajomość hiszpańskiego. Pierwszy i jedyny raz na wyprawie przydaje się również kieszonkowy prysznic.


Trasa rowerowa 1253113 - powered by Bikemap 

Dzień 19.: La Isla - Soto de Luiña

Hiszpania
116 km


W schronisku jemy śniadanie, zaopatrujemy się w nudle Knorra, porzucone przed nami przez jakichś polskich pielgrzymów. Wyjeżdżamy o 9:00 i od razu spotykamy się oko w oko z ulewnym deszczem. Profil drogi przypomina grzebień, a więc jedziemy w górę i w dół, w górę i w dół... Powoli przestaje padać. W Villaviciosa odpoczywamy na placu w centrum miasteczka i suszymy się. Za miastem pokonujemy ponad 200-metrowy podjazd, a potem pędzimy w dół do Gijón, podziwiając olbrzymi gmach uniwersytetu Universidad Laboral, największy budynek w Hiszpanii i największy budynek uniwersytecki na świecie.
W Gijón robimy zakupy w sklepie Dia i jemy obiad na brzegu Zatoki Biskajskiej nad rzymskimi termami. Z Aviles chcemy pojechać skrótem i ładujemy się w strome podjazdy. Znowu trzeba wprowadzać rowery. Zyskując kilka km tracimy dużo czasu. W okolicy Rellayo przejeżdżamy wysoką estakadą, mając nad głową autostradę w budowie. Pod wieczór zajeżdżamy do albuerge w Soto de Luiña. Jest dużo pielgrzymów, ale są jeszcze wolne miejsca na materacach. Podobnie jak poprzedniej nocy, panuje wesoła atmosfera, a najbardziej imprezują Niemcy, którzy wszystkich częstują winem.


Trasa rowerowa 1253111 - powered by Bikemap 

Dzień 18.: Polanco - La Isla

Hiszpania
121 km

Dzień jest słoneczny, ale poranek chłodny. Pobudkę robimy o 8:00, a wyjazd po 9:00. Tradycyjnie opuszczamy schronisko jako ostatni pielgrzymi, piechurzy są od kilku godzin na camino. Śniadanie jemy po przejechaniu 5 km w Vivedzie na placu w przy kościele. Obok na łące pasą się konie. Na trasie mamy lekkie góry i lekki wiatr. Dobrze się jedzie. o 12:00 jesteśmy w San Vicente de la Barquera. Robimy zakupy na obiad, a potem postój, ale bez spania. W Llanes chcemy się wykąpać, ale z powodu wiatru i fal kąpiel jest zakazana, o czym sygnalizuje czerwona flaga na maszcie. W Torriello przed Ribadesella robimy postój na kolację i naradzamy się, gdzie będziemy dziś nocować. Wybieramy schronisko w La Isla. Chcemy zjeść kolację na plaży, ale niestety nasze plany krzyżuje deszcz. Zostajemy więc w schronisku i integrujemy się z pielgrzymami za pomocą gitarki ukulele i hiszpańskiego wina. Razem z Węgrem, rowerzystami z Hiszpanii oraz rozrywkowymi Niemcami i innymi obcokrajowcami śpiewamy piosenki i opowiadamy o przygodach na camino. Z perspektywy czasu trzeba stwierdzić, że to był najprzyjemniejszy wieczór w albuerge.


Trasa rowerowa 1253105 - powered by Bikemap 

Dzień 17.: Pobeña - Polanco

Hiszpania
103 km

Cała trasa dziś przebiega dziś tradycyjnie: przez góry wzdłuż wybrzeża. Nie ma żadnych płaskich odcinków, ciągle góra-dół po stromych wzniesieniach. Co jakiś czas spotykamy pieszych wędrowców z plecakami, muszlami i kijami. Pozdrawiamy się okrzykiem Buen camino! Oprócz tego, że na trasie są same góry, wieje jeszcze mocny wiatr w twarz. Na szczęście tylko lekko pada, a w ciągu dnia deszcz ustaje. W Laredo robimy zakupy, a w Colindres jemy obiad na ciepło (z puszki). Omijamy Santander, żeby skrócić sobie drogę. Decydujemy się na nocleg w albuerge w Polcano. Przydaje się moja znajomość hiszpańskiego, by znaleźć to maleńkie schronisko (6 łóżek). Zajeżdżamy tam wieczorem i oczywiście nie ma już miejsc, ale możemy obok domku rozbić namioty i wykąpać się. Dzień kończymy niedzielną Mszą św.


Trasa rowerowa 1253097 - powered by Bikemap 

Dzień 16.: Deba - Pobeña

Hiszpania,
113 km

Wstajemy o 7:00, jemy śniadanie i wyruszamy o 8:30. Opuszczamy schronisko jako jedni z ostatnich. Zwykle na camino piesi pielgrzymi wychodzą bardzo wcześnie rano, nawet przed świtem, żeby nie iść w upale i żeby dotrzeć jak najwcześniej do schroniska. Od początku trasa jest górzysta. W ciągu tego dnia pokonamy ponad 1500 m przewyższeń! Na stacji benzynowej za Markiną-Xemein wszyscy pompujemy koła na kamień. Po 30 km robimy pierwszy odpoczynek i jemy drugie śniadanie. Przed Gerniką zdobywamy ponad 300-metrowy podjazd. W Gernice robimy kolejny przystanek, zakupy i trzecie śniadanie. Dalej czeka nas drugi duży podjazd na ponad 300 m. Na tej drodze Staszek przebija sobie nogę drutem od błotnika. Noga boli, krwawi, ale można jechać dalej. Jazda po górach jest męcząca, więc robimy długi postój na obiad i leżakowanie.

Po dwóch tygodniach jazdy mamy już ustalony w miarę stały rytm dzienny. Rano po wstaniu jemy śniadanie, następnie ok. 30 km do pierwszego postoju. W środku dnia ok. 13:00 robimy zakupy (raz dziennie) i zaraz potem obiad na ciepło z puszki. Po obiedzie jest dłuższe leżakowanie, a potem dalsze etapy z przerwą na kolacje późnym popołudniem.

Po leżakowaniu jedziemy do Bilbao. Przed miastem pokonujemy okropnie strome wzniesienie. Trzeba zejść z siodełka i wprowadzać rowery. Tracimy przez to dużo czasu i w szybkim tempie zwiedzamy Bilbao, skupiając się na Muzeum Guggenheima (z zewnątrz). Z braku czasu rezygnujemy z oglądania mostu gondolowego w Portugalete i jedziemy dalej szlakiem camino. Na nocleg dojeżdżamy do miejscowości Pobeña. Miejscowi wskazują nam, gdzie znajduje się schronisko. Zdążyliśmy w ostatniej chwili, bo właśnie zaczyna padać. Schronisko jest całe zajęte, ale pani hospitalera wskazuje nam niedaleko miejsce do spania pod portykiem przy kościele. Miejscówka wydaje się dobra - lekko na wzgórzu, osłonięte murkiem i pod dachem. Jemy kolację i kładziemy się do snu przy lekko padającym deszczu.

W środku nocy budzę się i czuję, że coś jest nie tak. Mój śpiwór jest cały mokry. Silny wiatr sprawił, że wysoki dach nie chroni już przed zacinającym z dwóch stron deszczem. Budzą się pozostali i przenosimy się pod mur, na pas suchej ziemi. Ale to nie koniec przygód. Po chwili snu budzę się znowu, słysząc okropny hałas. To sztormowy wiatr postanowił pobawić się wszystkimi naszymi rzeczami, które leżały luzem poza sakwami. W powietrzu latają więc ubrania, ręczniki, śmieci, resztki jedzenia z kolacji, naczynia i sztućce. Wszystkie przedmioty unoszą się w powietrzu i z głośnym brzękiem obijają o mury i podłogę. To wszystko w scenerii zacinającego jeszcze mocniej deszczu. To była bardzo męcząca noc.


Trasa rowerowa 1158060 - powered by Bikemap 

Dzień 15.: Biarriz - Irun - Deba

Francja, Hiszpania
105 km

Po nocy spędzonej na parkingu wstajemy wcześnie i ruszamy o 7:00. Po chwili pierwszy raz widzimy ocean! Szukamy sklepu, żeby zrobić zakupy na śniadanie. Wszystkie otwarte od 9:00. Znajdujemy Lidla, którego otwierają o 8:00, czyli za kilka minut. Czekamy więc na otwarcie. W Saint-Jean-de-Luz zatrzymujemy się w parku na śniadanie. Są stoliki, ławki, a nawet WC. Przekraczamy granicę i wjeżdżamy do Hiszpanii.

W Irun rozpoczyna się szlak Camino del Norte. W albuerge zdobywamy pierwsze pieczątki do paszportu pielgrzyma. Do tej pory naszym liderem językowym był Staszek, który spokojnie dogadywał się po francusku. Teraz pora na sprawdzenie mojej (Michał) znajomości hiszpańskiego. Pierwsza próba w albuerge przebiega pomyślnie. W przyszłości możliwość dogadania się po hiszpansku okaże się to bardzo przydatne, szczególnie, gdy pod koniec każdego dnia będziemy szukać miejsca na nocleg oraz przy robieniu zakupów. Od Irun widzimy już drogowskazy dla pielgrzymów na camino, ale nie widzimy nigdzie żadnych wędrowców. W San Sebastian spędzamy dużo czasu zwiedzając zabytki i inne atrakcje turystyczne. Za miastem czeka na nas strasznie stromy i długi podjazd na górę Igueldo (po baskijsku Igeldo). Z poziomu oceanu wjeżdżamy na prawie 350 m! Na szczęście choć słońce świeci, to nie jest upalnie. Po męczącej wspinaczce robimy sobie dłuższy odpoczynek przy parkingu. Jest cień, jest woda i WC, są też hałaśliwi tubylcy, którzy przerywają nam sen.

Po przerwie z wysokiej góry zjeżdżamy znowu do poziomu oceanu. Jedziemy przepiękną drogą po górach wzdłuż wybrzeża. Zajeżdżamy do warsztatu rowerowo-motorowego, gdzie Zbyszek wymienia popsute pedały (10 Euro). Kiedy zbliża się wieczór decydujemy się na nocleg w albuerge w Debie. Według informatora dla pielgrzymów klucz do schroniska można otrzymać w informacji turystycznej, a gdy informacja jest zamknięta, to w biurze lokalnej policji. Zaczepieni przez na rynku policjanci kierują nas do lokalnej policji. Tam miła pani policjantka stempluje nasze paszporty pielgrzyma, kasuje po 5 Euro, daje klucz i tłumaczy, jak trafić do schroniska, które na czas wakacji ulokowano w szkole. Szkoła położona jest na zboczu góry wysoko nad miastem. Na szczęście nie trzeba podjeżdżać drogą, lecz eleganckimi windami.

W schronisku jest sporo ludzi, ale nie ma tłoku. Jest za to pralka, z której korzystamy. Po dwóch tygodniach mało kto z nas ma jeszcze jakieś świeże ciuchy. Wśród pielgrzymów z wielu krajów spotykamy trzy Polki, z którymi umawiamy się wieczorem na Mszę św. Po rozlokowaniu się w szkole zjeżdżamy windami do miasta na kolację. Znajdujemy turecki kebab bar i tam najadamy się do syta za 8 Euro.
Przed północą spotykamy się na Eucharystii, a potem kładziemy się do łóżek. Po tylu nocach spędzonych na ziemi proste łóżko piętrowe wydaje się wielkim luksusem.


Trasa rowerowa 1158047 - powered by Bikemap 

wtorek, 19 lipca 2011

Buen camino!

Tak pozdrawiamy się z mijamymi na trasie pielgrzymami (nie mylić z ' daj kamienia!'). Nocujemy w schroniskach zwanych albergue. Na camino najwięcej spotykamy Hiszpanów i Niemców. Wczoraj poznaliśmy miłego Węgra. Polaków napotkaliśmy tylko kilkoro. Poza tym deszcz, wiatr, ocean i góry na zmianę, a czasem jednocześnie.

sobota, 16 lipca 2011

Na Camino del norte

Już drugi dzień wędrujemy na Camino del Norte. Jedziemy na zmianę wzdłuż plaży albo przedzieramy się przez góry. Co za widoki! Co za podjazdy! Co za zjazdy! Na szczęście nie ma upałów, a teraz nawet pada. Wszyscy cali i zdrowi, rowery bez defektów. Nie możemy się doczekać kąpieli w oceanie. Może jutro się ociepli?